PISZĄ O NAS


Walczyć o życie, czy walczyć życie?

Małgorzata Bogajewska podnosi w „Beczce prochu” kurtynę, za którą jest zło, przemoc, agresja, bezsilność, samotność, tęsknota.

Potraktowanie dzieła Dukovskiego z pewną dozą uniwersalności pozwala na umiejscowienie akcji właściwie gdziekolwiek i choć słyszymy bałkańskie rytmy, imiona brzmią nam obco, a odniesienia do kultury bałkańskiej pojawiają się co rusz, to same problemy targające postaciami są nam bardzo bliskie.

Konwencja sceny jako ringu, a dalej metafora życia jako przestrzeni ciągłej walki wybrzmiewają w spektaklu bardzo wyraziście. Nawiązania do walk bokserskich są liczne: od scenografii i kostiumów Joanny Jaśko Sroki, przez choreografię (trening dzielący każdą ze scen/rund, postać kobiety przypominającej i poruszającej się jak ring girl – Diana Krupa), aż po światła, gongi i obserwujących się wzajemnie aktorów spoza ringu. Scena po scenie widzimy jak zło pociąga za sobą kolejne zło, jak agresja pobudza do życia kolejną agresję, jak samotność i bezsilność przeradza się w przemoc. Nie brakuje opowieści, których wolelibyśmy nie poznawać, takich, które wyrzucają widza z jego strefy komfortu i dobrego smaku. Ale właśnie te historie zasługują na najwyższą uwagę, bo przecież tak celnie dotykają ohydy, jaka jest wpisana w przemoc. Przemoc i gniew, które wyznaczają rytm życia tego świata – nawet, jeśli pojawi się w nim od czasu do czasu komizm czy groteska.

Wszystko to dociera do widza za sprawą wyrazistych i pewnych siebie ról. Aktorzy zaskakują dojrzałością gry i ogromnym wyczuciem budowania napięcia. Na szczególną uwagę zasługują Piotr Choma i Tomasz Marczyński – ich postacie poruszają, zapadają w pamięć, są różnorodne.

Całości towarzyszyła muzyka na żywo (Greta Szymańska, Michał Braszak, Jacek Kopiec, Robert Kujawa, Kamil Biadala, Gabriel Balukiewicz), która była jakby osobną rolą i bez której klimat byłby mniej bałkański, a sceny – mniej zdynamizowane.

Odpowiedź na pytanie jak powstaje zło, pozostaje w zawieszeniu, jakby w nadmiarze możliwych odpowiedzi. Często powody agresji wydają się banalne, ale zło zakorzenia się wcześnie i rozwija długo, karmione upokorzeniem, wykluczeniem, ułudą, pragnieniem władzy i wieloma innymi pożywkami, z których każda może prowadzić do eskalacji gniewu. Dostajemy obraz życia, w którym walczymy nie o coś, ale walczymy o samo życie – taka jego istota.

Najlepsza rola spektaklu: Piotr Choma i Tomasz Marczyński

Barbara Południak

żródło


Wygrani, czy przegrani?

Beczka prochu” w reżyserii Małgorzaty Bogajewskiej to spektakl bardzo poprawnie zrealizowany, ale też głęboko poruszający.

Jest to znakomita próba oswojenia widza ze światem, w którym każdego dnia musimy zakładać rękawice, wchodzić na ring i toczyć walkę o swoją pozycję. Bogajewska odczytuje dramat Dejana Dukovskiego w bardzo interesujący sposób. Próbuje zestawić wielkie wydarzenie, bratobójczą wojnę na Bałkanach, z toczącą się codziennie indywidualną wojną człowieka ze światem i bliźnim. Wszystko się udaje. Przemoc rodząca się w bohaterach podczas każdej walki, jest równie bolesna i wyniszczająca, jak ta pojawiająca się podczas wielkich konfliktów zbrojnych. W spektaklu żaden z bohaterów nie jest bez winny. Wszyscy walcząc, w mniejszym bądź większym stopniu, ranią się nawzajem. Nawet jeżeli próbują stanąć w obronie swoich najbliższych, to zawsze w kierunku kogoś wykonują bolesny cios.

 

Przestrzeń, w jakiej rozgrywa się Beczka prochu jest dość przewidywalna, ale ciekawa – ring bokserski. Bohaterowie toczą na nim walki w ważnych dla siebie sprawach. Największą wartością tego spektaklu, oprócz scenografii, jest muzyka. Każda ze scen (walk) przerywana zostaje zrytmizowaną bokserską rozgrzewką. Całość to dynamiczna forma, która jeszcze bardziej podkręca sytuacje dziejące się na ringu i poza nim.

Na ogromne brawa, po stoczonych walkach, zasługuje dwóch aktorów – Piotr Choma i Cezary Kołacz oraz jedna silna aktorka – Zuzanna Zielińska. Te charakterystyczne osobowości sceniczne podkreślały stworzoną przez Bogajewską tragiczną wizje świata, w której niemożność porozumienia i przemoc wypaczają relacje międzyludzkie. W tym spektaklu nie ma ani wygranych, ani przegranych. Bohaterowie dzielą się na tych, którzy są silni lub słabi. Walka ciągle trwa i nigdy nie zostanie przerwana. Kto przetrwa? Na ring wychodzi każda osoba, nie tylko kiedy czuje, że ma siłę, ale właśnie wtedy, kiedy zostanie wyzwana na pojedynek.

Najlepsze role spektaklu: Zuzanna Zielińska, Piotr Choma i Cezary Kołacz

Wiktor Moraczewski

żródło


SĄSIEDZI

Gdy się mówi „tak dawno, że nieprawda”, zazwyczaj jest to metafora, ale tym razem uwaga: spektakl miał premierę tak dawno temu, że naprawdę już nieprawda i zdążyli zrobić nową! Znamy się od urodzenia (jego) i myślałem, że się więcej nie zobaczymy. Jakie było moje szczęście, gdy z jednej krakowskiej piwnicy (Barakah) przenieśli się do innej (Ludowy), z Kazimierza na Rynek.

Opowieść o przedstawicielach klasy czytającej (naukowiec, bibliotekarka) przenoszących się za miasto i nawet nieprzypuszczających, co to w sumie znaczy. Wiecie z Samych swoich, że podstawowy składnik wsi to sąsiedzi. Ten tutaj trochę kradnie, trochę pije, trochę śpiewa, ale zawsze jest wspaniały. Chodzący feministyczny koszmar o męstwie nieujarzmionym. Michał Witkowski to nazywa „luj”. Luj mówi bibliotekarce, jaka jest piękna, kiedy się złości, a sam jest piękny, kiedy przeklina.

Wybitne role Katarzyny Galicy, Wojciecha Leonowicza i Jacka Wojciechowskiego. Dramaturgia jest klasyczna, jak z Arystotelesa, z zawiązaniem, kulminacją, są postacie i rozmawiają, można zabrać babcię, ale trzeba ostrzec, że część postaci pochodzi z prowincji. Sąsiedzi nie tyle weszli, ile przeszli do repertuaru w Ludowym i ta nowa przestrzeń dobrze im służy. Trzeba!

Maciej Stroński

żródło

 

 

 


facebook twitter youtube blog