HALUCYNACYJNE SNY


 

Dla Doroty Masłowskiej impulsem do napisania tej historii był wymyślony przez jej znajomego tytuł - "Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku". Co dla Ciebie jest najbardziej uruchomiającego w tym tekście?

Poza wartością samą w sobie, która niesie tak szczególnie skonstruowany tekst Masłowskiej niezwykle ważny jest temat. Ostatnia podróż Giny w kierunku śmierci. Giny i Parchy, który jej towarzyszy. To opowieść o dwójce młodych ludzi, niepokornych, nieprzystosowanych do społeczeństwa. A wszyscy oczywiście próbują ich wrzucić w jakieś normy. Dla Giny szczególnie istotną postacią jest jej matka, która wydaje się być jej największą w życiu traumą. Pojawia się ciągle w halucynogennych snach i wizjach Giny i wciąż powtarza - "weź się ogarnij", "coś zrób", "coś posprzątaj", "coś odkurz". Pod koniec całej tej historii okazuje się, że Gina tak bardzo boi się wrócić do domu, do matki, że wybiera śmierć.

Czym dla Giny i Parchy jest ta podróż?

To taka ich ostatnia kreska, tak jakby wzięli o ten jeden gram narkotyku za dużo i zaczyna się jazda w dół, w kierunku śmierci Giny. Poznali się na imprezie " brud, smród i ubóstwo", a potem przemierzają Polskę i spotykają w swoich halucynogennych wizjach różnych ludzi, wydawałoby się klasycznych przedstawicieli różnych klas społecznych - przypadkowy kierowca, barmanka, która pracuje w barze w Ostródzie, bogata, zdradzana przez męża kobieta, która prowadzi samochód kompletnie pijana. I nagle okazuje się, że Ci wszyscy tak zwani przystosowani społecznie, ci ogarnięci, ci którzy odkurzają i sprzątają, tak jakby chciała matka Giny, ukazują się jako głęboko nieszczęśliwi. Ukrywają, zafałszowują swoje prawdziwe potrzeby, oczekiwania wobec życia, oszukują innych, a najbardziej samych siebie.

 

Dalszy ciąg wywiadu dostęny na blogu teatralnym


facebook twitter youtube blog