HAŃBA SZANSA NA LEPSZE ŻYCIE


"Zhańbienie, bez względu na rozmiar winy, prowadzi do tych samych konsekwencji. Ostracyzm społeczny, odtrącenie, samotność – to tylko jedne z niewielu rezultatów infamii. Z tego powodu większość ludzi unika hańby jak ognia, dostosowując się do ustalonych reguł. A jak już przydarzy im się coś nieodpowiedniego, to szybko przepraszają, wydając oświadczenia pełne skruchy, choć faktycznie jej nie czują. Jednak, nie każdy, wskutek przymusu, chce za swoje niemoralne postępowanie przepraszać.
Taką osobą jest David Lurie – główny bohater „Hańby" – książki J. M. Coetzee'ego, wystawianej na deskach Teatru Ludowego. Piotr Pilitowski w bardzo przekonujący sposób przedstawił portret 52-letniego badacza literatury, który nie żałuje swoich czynów, bez względu na to, jak bardzo byłyby nieetyczne. Jest pewny siebie i bierze od życia to, co się mu należy. Pomimo że otoczenie uważa, że popełnił błąd, romansując ze studentką Melanie, a nawet – że jest przez to zhańbiony, to Lurie nie dostrzega swojej winy. Hańbę, którą na niego nałożyło środowisko, postrzega raczej w kategoriach estetycznych (jakby nosił zhańbioną szatę) niż etycznych.
(...)
Lurie sięgając dna, zaczął spotykać się z prostymi ludźmi takimi jak Beth (zajmującą się opuszczonymi zwierzętami) czy Petrus (pracownik Lucy), na których wcześniej popatrzyłby z pogardą. Na szczególną uwagę w tym miejscu zasługuje gra aktorska Jana Nosala w roli Petrusa, który nadał tej postaci zabawny charakter. Dzięki żartom Petrusa, jego sposobie mówienia, dramat dziejący się na oczach widzów nabiera oddechu. Podobną funkcję pełnią też niektóre rozmowy Lucy z ojcem, będące przekomarzaniami rodzica i dziecka. Nadają one lekkości całej historii.

Istotną częścią przedstawienia są również scenografia i kostiumy aktorów. Dramat dzieje się w kilku miejscach, czasem jednocześnie. Idealne wykorzystanie przestrzeni sprawia, że widz automatycznie dopasowuje się do klimatu historii. Miejsce, w którym przebywa Lurie może być zarówno gabinetem, jego mieszkaniem, jak i pokojem u Lucy. Nie ma w tym żadnej sprzeczności. Podobnie z klatkami dla psów, adaptowanymi na lecznicę bądź tymczasowe więzienie Luriego podczas napadu.
(...)
Widz jest świadkiem głębokiej przemiany Luriego. Hańba, którą przeżył i przeanalizował, pozwoliła mu popatrzeć na świat z innej perspektywy. Cierpienie go uszlachetniło. W rezultacie, wszystkie ideały, w które wierzył, przestały mieć sens. Dlatego książki - symbol wiedzy i wyższości Luriego nad innymi - spadają z półek. Główny bohater jest obnażony. Znamienna jest rozmowa Luriego z ojcem Melanie, podczas której George Isaacs, widząc zmianę zachowania byłego już profesora, pyta: „Więc tak upadają mocarze?", na co Lurie odpowiada: „Może czasem warto upaść". Nie jest zatem najważniejsza transformacja na pokaz, dokonana wskutek przymusu otoczenia, ale przemiana prawdziwa, płynąca z prawdziwej, wewnętrznej potrzeby zmiany."

Pełna recenzja dostępna tutaj :Monika Morusiewicz, Dziennik Teatralny Kraków


facebook instagram youtube blog