AMERYKA, AMERYKA? SPRAWA PRZEDSZKOLA McMARTINÓW

 

Zacznijmy od fantazji. Mieszkasz w Los Angeles, Mieście Snów, za oknem słynny znak HOLLYWOOD, ocean, plaża. Jesteś obywatelem najpotężniejszego kraju na świecie, nic ci nie grozi. Nic. Twoje dzieci uczęszczają do prywatnych szkół i przedszkoli. Przedszkole, w którym jest twoje najmłodsze dziecko, stanowi rodzinny interes, którego głową jest Virginia McMartin, sympatyczna starsza pani, która kocha dzieci. Codziennie zawozisz tam swoje dziecko, zostawiasz je na kilka godzin i odbierasz wesołe i pełne energii. Wkrótce okaże się jednak, że przedszkole skrywa mroczną tajemnicę: za zamkniętymi drzwiami twoje dziecko jest rozbierane i brutalnie gwałcone, robi mu się zdjęcia, które trafiają do rąk dewiantów na całym świecie. Jego niewinność jest mu odbierana dla zaspokojenia żądz ludzi, którzy podają się za jego opiekunów. Jednak nawet ta przerażająca wizja nie stanowi pełnego obrazu zepsucia, które toczy to z pozoru bezpieczne miejsce. Istnieje jeszcze jedno ukryte dno. Ci szaleni zboczeńcy są w rzeczywistości członkami satanistycznej sekty i w labiryntach podziemnych korytarzy pod budynkiem przedszkola oddają się rytualnym orgiom, składają ofiary ze zwierząt, spożywają krew i odchody, twoje dziecko zaś jest tych mrocznych rytuałów świadkiem i uczestnikiem. Opowieść, której nie powstydziłby się H. P. Lovecraft. A jednak taką właśnie wersję zdarzeń podawały stacje telewizyjne w całych Stanach podczas głośnego śledztwa i procesu, w którym siedmioro pracowników przedszkola McMartin stanęło przed sądem. Oskarżono ich o 321 przypadków molestowania seksualnego. Ich ofiarami miało być 48 dzieci.

 

 

Wszystkie te zdarzenia miały miejsce 290 lat po legendarnym procesie w Salem. Sprawa miała swój początek w 1983 roku, kiedy Judy Johnson zauważyła u swojego dziecka koszmary senne i ból przy wypróżnianiu. Zadzwoniła na policję i oskarżyła Raya Bucky'ego, pracownika przedszkola McMartin, do którego uczęszczał jej syn, o molestowanie seksualne jej dziecka, wkrótce jednak policja umorzyła śledztwo z powodu braku dowodów. Wcześniej jednak śledczy wystosowali list do rodziców dzieci, które uczęszczały do tego przedszkola, informując o prowadzonym śledztwie w sprawie możliwego molestowania dzieci przez Raymonda Bucky’ego. List mówił m.in. o tym, że Ray mógł dotykać dzieci w miejsca intymne, uprawiać z nimi seks oralny, a także robić im nieprzyzwoite zdjęcia. Policja prosiła rodziców o rozmowę z dziećmi, kontakt w przypadku jakichkolwiek odkryć lub obserwacji oraz absolutną poufność z uwagi na delikatny charakter sprawy.

Wybuchła oczywiście panika. Rodzice zaczęli dzwonić do siebie nawzajem, dowiadywać o coraz to nowych szczegółach śledztwa, wymieniać informacjami i plotkami. Sprawą zainteresowało się CII – Międzynarodowy Instytut Dziecięcy - wraz z jego ówczesną dyrektorką, Kee MacFarlane. 

 

 

Pracownicy socjalni Instytutu przesłuchali około 360 dzieci. Po późniejszym zbadaniu taśm okazało się, że metody, z jakich korzystali przesłuchujący, pozostawiały wiele do życzenia: dzieci zachęcano do spekulacji; używano tzw. pytań sugestywnych; nie zważając na zaprzeczenia dzieci, rozmawiano do skutku, czyli do uzyskania pożądanych odpowiedzi. Zdaniem badających taśmy biegłych, stosowane techniki mogły nawet prowadzić do implantowania dzieciom fałszywych wspomnień molestowania. Oprócz fantazji o gwałtach i sekcie satanistycznej rzekome ofiary opowiadały także o czarownicach latających po budynku przedszkola, podróży balonem, w której uczestniczyły, a jedno z dzieci wskazało aktora Chucka Norrisa jako jednego ze sprawców molestowania.

Po trwającym 7 lat procesie, który okazał się być najdroższym procesem kryminalnym w historii USA (kosztował państwo 15 milionów dolarów), wszystkich oskarżonych uniewinniono z powodu braku jakichkolwiek dowodów rzeczowych. Ray Bucky spędził we więzieniu 5 lat, mimo że formalnie nigdy nie został skazany. Zakończenie sprawy w 1990 roku stało się dla Amerykanów punktem wyjścia do otwartej rozmowy o molestowaniu dzieci i o tym, jak je wykrywać i jak o nim rozmawiać. Stało się też początkiem końca ery polowań na satanistyczne seks-siatki w USA.

 

19.10.2016 / Daniel Sołtysiński

#sekretneżyciefriedmanów

Komentarze