Czarownice

 

„Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji!” to kultowa kwestia z jednego z najbardziej rozpoznawalnych skeczy Monty Pythona, w którym grupa odzianych w szkarłat inkwizytorów tropi herezję w Londynie z początku XX wieku. Z ich słów dowiadujemy się, że do arsenału inkwizycji zaliczają się trzy główne bronie: postrach, zaskoczenie, bezwzględna skuteczność i niemal fanatyczne oddanie papieżowi. To znaczy cztery bronie: postrach, zaskoczenie, bezwzględna skuteczność, niemal fanatyczne oddanie papieżowi i ładne czerwone mundurki. To znaczy pięć! Pięć broni. I mimo że skecz Monty Pythona jest prześmiewczy, a inkwizycja posługuje się w nim wygodnymi poduchami w miejsce narzędzi tortur, jedna kwestia pozostaje niezmiennie prawdziwa: nikt w dzisiejszych czasach nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji.

 

 

Polowanie na czarownice to termin, który kojarzy nam się z mrokami średniowiecza, posępnym czasem fanatyzmu religijnego, zelotów i ignorancji. Kojarzy nam się ze stosami, które płonęły przez trzysta lat w całej Europie i które zawędrowały nawet do zaludnianej przez europejskich kolonistów Ameryki Północnej. To wstydliwy okres w historii cywilizacji zachodniej oraz Kościoła Katolickiego. Jednak w rzeczywistości ten proceder sięga o wiele dalej w przeszłość, a także jest obecny w świecie współczesnym. Dwa przykłady: 

Przykład z odległej przeszłości: Najstarszym dokumentem prawnym dotyczącym ludzi, podejrzewanych o uprawianie magii, jest Kodeks Hammurabiego, słynny maksymą „oko za oko, ząb za ząb”. Według Kodeksu, jeżeli ktoś rzuci na drugiego obywatela zaklęcie, ten musi wejść do świętej rzeki. Jeśli utonie w niej, to człowiek, który rzucił na niego czar, może wziąć w posiadanie jego dom. Jeżeli jednak ofiara czaru wyjdzie z rzeki bez szkody, czarownik zostanie zabity, a jego dom stanie się własnością drugiego. 

Przykład z teraźniejszości: Według raportu Organizacji Narodów Zjednoczonych, w Simbu – jednej z 20 prowincji Papui Nowej Gwinei – z powodu podejrzenia o uprawianie czarnej magii morduje się 150 osób rocznie. W 2013 roku światem wstrząsnęła historia śmierci 20-letniej matki o imieniu Kepari Leniata. 50-osobowy tłum wyprowadził ją na wysypisko śmieci na obrzeżach Mount Hagen, stolicy prowincji. Tam zdarto z niej ubrania, a napastnicy bili ją, przypalali rozpalonym prętem, oblali benzyną i podpalili. Gapie robili zdjęcia i nagrywali filmiki swoimi telefonami komórkowymi. Oto, jak technologia spotkała się z czarną magią. O uprawianie czarów oskarżyła Kepari rodzina 6-letniego chłopca, który zmarł na gorączkę reumatyczną w lokalnym szpitalu. W tym regionie każda tragedia, którą ciężko jest wytłumaczyć, uznawana jest za skutek uprawiania czarnej magii i rodzice zmarłego dziecka, wraz z krewnymi, postanowili się zemścić. Strażaków, którzy przyjechali na miejsce kaźni, przed interwencją powstrzymywała grupa lokalnych policjantów, znajomych lub krewnych rodziny 6-latka. 

 

 

Dla mieszkańców tej okolicy to normalne. Zresztą stanowisko rządu jest takie samo, jak mieszkańców: czarownice istnieją i należy je ścigać. „Tu każdy w to wierzy. Premier w to wierzy. Komisarz policji w mieście Kundiawa w to wierzy. Rok temu w stolicy odbyła się konferencja dotycząca czarów, połowa obecnych naukowców deklarowała, że wierzy w magię” - mówi Monica Paulus, która miała trochę więcej szczęścia niż Kepari: zamiast zabić ją na miejscu, wygnano ją z jej osady. „Sama w to wierzyłam, zanim mnie oskarżyli” - dodaje. Do podobnych koszmarów dochodzi również w innych rejonach świata – w Kenii, Tanzanii, Indiach.

Łatwo jest winić za taki stan rzeczy religię albo przesądy. Jednak polowania na czarownice przybierają w dzisiejszym społeczeństwie rozmaite formy. W latach 70-tych podczas "zimnej wojny" w Stanach Zjednoczonych tę rolę przejęli komuniści, którzy znaleźli się na celowniku massmediów, agencji bezpieczeństwa oraz polityków. Setki amerykańskich obywateli stanęły przed sądem – część z nich rzeczywiście miała poglądy socjalistyczne, ale na część donieśli życzliwi sąsiedzi lub znajomi. Skutkiem były długie procesy, lata więzienia i w wielu przypadkach utrata możliwości wykonywania zawodu, a przez to środków do życia. Te rozrzucone po historii i kuli ziemskiej przypadki są zaledwie wierzchołkiem góry lodowej, a prawda wydaje się nie napawać optymizmem: polowanie na czarownice to proces uniwersalny dla rodzaju ludzkiego, który ma się świetnie zarówno w społeczeństwach prymitywnych, jak i wysoce rozwiniętych. 

 

25.10.2016 / Daniel Sołtysiński

#sekretneżyciefriedmanów

Komentarze