NIECIERPLIWOŚĆ

 

Słyszeliśmy i widzieliśmy!! W sieci krąży trailer do najnowszej premiery Sceny Pod Ratuszem - "DWOJE BIEDNYCH RUMUNÓW MÓWIĄCYCH PO POLSKU". Skoro niecierpliwość wzięła górę nad planem pracy to i MY zmieniamy wszelkie harmonogramy i przed planowanym wywiadem z reżyserką Aleksandrą Popławską prezentujemy zapowiedz tego co już 28 kwietnia swoją premierę będzie świętować na Scenie Pod Ratuszem.

 

 


 

Podsycając apetyt proponujemy wybrane fragmenty z wywiadu Maryli Zielińskiej z Dorotą Masłowską opublikowanego w "Didaskaliach" (2006, nr 72)

 

 mrok, duży mrok

 

Co było punktem wyjścia – postać, scena?

Zdaje się, że tytuł – Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku . Tak bardzo mi się podobał, że czułam się wręcz zobowiązana napisać do niego sztukę. Zamysł, który się wraz z nim pojawił, był zupełnie różny od tego, co potem powstało, w miarę pisania kompletnie się zmienił. Powstała chyba fajna rzecz.

 

Akcja dzieje się w Polsce, w mieście – tak jak w Pani prozie?

W Polsce, ale to jest teatr drogi, takie wszędzie i nigdzie. Dwoje biednych Rumunów podróżuje autostopem. To trochę z autopsji: zimą byłam z moim chłopakiem nad morzem, noc, wiatr wyje, nędza i pustka, i my, biedni szmaciarze połowicznie zamarznięci w jedynym czynnym hotelu w Juracie, chcieliśmy napić się kawy. I on powiedział eleganckiej pani barmance: dzień dobry, my jesteśmy dwojgiem biednych Rumunów mówiących po polsku, szukamy ścinków wędlin.

To spowodowało dużą konsternację. Potem, gdy chciała wyjść zrobić kawę, przewieszał się przez bar, grzebał tam i mówił: niech pani sobie idzie, ja tylko szukam długopisu. W ogóle liczne akty znęcania się mojego chłopaka nad różnymi sprzedawczyniami i osobami postronnymi były dla mnie bardzo inspirujące.

Czy pisząc, widziała to Pani jakoś na scenie?

Wydaje mi się, że będzie to trudne do rozwiązania scenograficznie. Na pewno jednak kombinowałam pod tym kątem, żeby jednak się dało.

(…)

 Wojna... wyrosła w Wejherowa, Paw... z warszawskiej Pragi. Czy musi Pani zmienić miejsce zamieszkania, by napisać nową prozę?

Chodzi o to, że pisząc łapię się konkretu, w którym aktualnie się obracam. Zauważyłam, że jak piszę, używam zawsze tej pory roku, która właśnie jest. Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku to teatr drogi, rozgrywa się w samochodzie, w trasie, bo ostatni okres mojego życia kojarzy mi się z samochodem, ciągłym jeżdżeniem, stacjami benzynowymi.

 

Czy tych dwoje biednych Rumunów krążąc po Polsce ma jakiś cel?

No właśnie to jest kontrowersyjne: raczej nie ma. Oni są zupełnie oderwani od rzeczywistości, poruszają się po niej jak po grze komputerowej, jakiejś zbiorowej zabawie. Jest to najbardziej ponura rzecz jaką napisałam i chyba najpoważniejsza, niezależnie od tego, że jest całkiem śmieszna. Jest o dwojgu młodych ludzi, którzy wpychają się kierowcom do samochodów, twierdząc że są bardzo biednymi Rumunami mówiącymi po polsku. Pierwsza część tekstu to ich amok i maligna, druga to nagłe przebudzenie gdzieś w środku Polski, nagła samotność, obcość i rozpoczynająca się między nimi psychiczna walka na śmierć i życie. Stworzyłam najgorszego męskiego bohatera w życiu.

(…)

Ile tam występuje postaci?

Główne są dwie, dwie są średnio główne, oprócz tego ze trzy posiłkowe. Podoba mi się ten tekst, jest straszny i śmieszny, to zawsze najskuteczniejsza kombinacja. Jak napisałam tę sztukę, wiedziałam, że to najpoważniejsza moja rzecz. Pierwszy raz nie ma tu ciężaru formy. Wcześniej, żeby w ogóle pisać, musiałam sobie wymyślać formę, która niosła treść, tutaj miałam narzucony dialog.

 

Wymyślała Pani też didaskalia?

Didaskalia są tam śladowe, chciałam jak najbardziej skupić się na tym, co Rumuni mówią, bo na tym się znam, natomiast na reszcie nie.

 

Lubi Pani czytać dramaty?

Nie, w życiu przeczytałam może pięć. Jak dostałam zamówienie na sztukę, zaczęłam trochę czytać, żeby się nauczyć, jak to się pisze.

 

Jakiej muzyki Pani słucha? Pani proza jest z ducha muzyki. Jaka muzyka towarzyszyła pisaniu Rumunów ?

W trakcie pisania słucham coraz mniej muzyki, muszę słuchać już tylko takiej muzyki, w której znam każdy dźwięk, żeby jej nie słyszeć, żeby mnie nie rozpraszała, nie przeszkadzała, nie dostarczała żadnych informacji. Tutaj nie ma żadnej inspiracji muzycznej, gdzieś tam w tle słuchałam Blonde Redhead, bo wokalistka wyje tam jak kot po nocy i to pasowało do atmosfery tekstu. Duży mrok, duży mrok...

 

 

 

 

 

#festiwalpremier
materiał video / Anka Ryś
opracowanie video Maria Matylda Wojciechowska

Komentarze