kk

 

Zdradzamy małe tajemnice, aby odczarować rzecywistość. Aby poznać to co kieruje naszymi emocjami stawiamy wszystko na jedną kartę. To co podświadome chce nas zdominować, bronimy się. Nie przyznamy nikomu racji. Chcemy wierzyć w naszą słuszność. Nie chcemy kompromisów. Wszystko , albo nic.

Miłość ma różne oblicza ,a słowa potrafią określić nasze ukryte tęsknoty. Choć nie mówimy tego wprost to cel mamy jeden - chcemy być kochani, za wszelką cenę!

 

 

Fragment sztuki Tennessee Williamsa „KOTKA NA GORĄCYM BLASZANYM DACHU” w tłumaczeniu Jacka Poniedziałka

 

BRICK

Chcesz byc? sama, Maggie?

[Kolejna chwila ciszy.]

 

 

MARGARET

Nie!... Nie chce?!... Przyjemny był prysznic?

 

BRICK

Uhm.

 

MARGARET

Woda chłodna?

 

BRICK

Nie.

 

MARGARET

Ale orzez?wiła cie?, hm?
 

BRICK

Troche?...

 

MARGARET

Wiem, co cie? bardziej orzez?wi!

 

BRICK

Co?

 

MARGARET

Moge? cie? natrzec? spirytusem. Albo woda? kolon?ska?!

 

BRICK

To dobre po treningu, a ja nie trenowałem.

 

MARGARET

A i tak jestes? w s?wietnej formie.

 

BRICK

Dzie?ki. Sflaczałem.

 

MARGARET

Alkohol. Skipper tez? zacza?ł flaczec?, zanim... Przepraszam. Cia?gle rozgrzebuje? stare rany... Wolałabym, z?ebys? z b r z y d ł. To by uczyniło me?czen?stwo S?wie?tej Margaret bardziej znos?nym. Od kiedy pijesz, wygla?dasz jeszcze lepiej. Masz ten dystans, jakbys? grał, nie przejmuja?c sie? wynikiem meczu, i teraz, kiedy wiadomo, z?e przegrałes?, to znaczy nie przegrałes?, tylko po prostu przestałes? grac?, masz taki wdzie?k, typowy dla starych lub chorych, wdzie?k przegranego. – Jestes? cool, taki cool, taki nie do wytrzymania cool.

Byłes? cudownym kochankiem – pewnie dlatego, z?e było ci to doskonale oboje?tne. Bez najmniejszego niepokoju, naturalnie, lekko, ze stuprocentowa? pewnos?cia? siebie, bardziej jakbys? otwierał kobiecie drzwi albo sadzał ja? przy stole, niz? chciał wyrazic? pragnienie... Gdybym mys?lała, z?e juz? nigdy nie be?dziesz sie? ze mna? kochał – zeszłabym do kuchni, znalazła najostrzejszy no?z? i wbiła go sobie w serce, przysie?gam! Ale ja jeszcze nie zeszłam z ringu! [Dz?wie?ki kijów do golfa uderzaja?cych w piłeczki.] Co moz?e byc? wygrana? kotki na gora?cym blaszanym dachu? Moz?e to, z?e tam siedzi, po?ki moz?e... [Wie?cej uderzeń kijów w piłeczki.] Graja? w golfa... Duz?y Tata umiera na raka...

O czym mys?lałes?, kiedy przyłapałam cie?, z?e tak na mnie patrzysz? Mys?lałes? o Skipperze?

[Brick bierze kule? i wstaje.] Milczenie tu nic nie pomoz?e!

[Brick podchodzi do barku, wypija szybkiego drinka i suszy re?cznikiem włosy.]

To tak jakbys? zamykał na klucz płona?cy dom, udaja?c, z?e nic nie wiesz o poz?arze. Milczenie jeszcze powie?ksza problem. Ubierz sie?, Brick. [Brick upuszcza kule?.]

 

BRICK

Upus?ciłem kule?.

 

MARGARET

Oprzyj sie? na mnie.

 

BRICK

Nie, podaj mi kule?.

 

MARGARET

Oprzyj sie? na moim ramieniu.

 

BRICK

Nie chce? sie? opierac? na twoim ramieniu, chce? moja? kule?! [To było gwałtowne jak piorun.] Podasz mi kule?, czy mam pas?c? na kolana i...

 

MARGARET

Prosze?, prosze?, masz, masz! [Ciska kule? w jego strone?.]

 

BRICK

[rusza]

Dzie?ki...

 

MARGARET

Pierwszy raz od dawna podniosłes? głos, Brick. Rysa?... W murze opanowania i spokoju?...
 

BRICK

To jeszcze nie przyszło.

 

MARGARET

Co?

 

BRICK

Ten klik w głowie, kiedy wypije? tyle, z?eby sie? uspokoic?... Zrobisz cos? dla mnie?

 

MARGARET

Co?

 

BRICK

Nie mo?w tak głos?no!

 

 

 

 

Komentarze