#METOO

 


     Akcja #metoo rozpoczęła się 15.10.2017. Alyssa Milano opublikowała na Twitterze wpis: "Me too. Suggested by a friend: If all women who have been sexually harassed or assaulted wrote ‘Me too’ as a status, we might give everyone a sense of the magnitude of the problem. If you’ve been sexually harassed or assaulted write ‘me too’ as a reply to this tweet." ("Ja też. Zasugerowane przez znajomą: Gdyby wszystkie kobiety, które były molestowane lub seksualnie napastowane napisały "ja też" w swoim statusie, dałybyśmy ludziom pojęcie o skali tego problemu. Jeśli byłaś molestowana lub seksualnie napastowana, napisz "ja też" w odpowiedzi na tego tweeta.")

Na post błyskawicznie odpowiedziała Lady Gaga (która o doświadczeniu gwałtu śpiewała też w piosence „Till it Happens to you”), poźniej dołączyły też inne gwiazdy: Patricia Arquette, Evan Rachel Wood, Debra Messing, Monica Lewinsky, Rosario Dawson, Uma Thurman, Ellen DeGeneres, Reese Whiterspoon. Niektóre kobiety, jak na przykład Bjork („Kiedy zaczęłam pracę jako aktorka, uświadomiłam sobie, że molestowanie aktorek przez reżysera to sprawa powszechna. Kiedy wielokrotnie odrzuciłam reżysera, zaczął obrażać się na mnie, karać mnie, a w oczach zespołu przedstawiać jako tą trudną”), nie ograniczyły się do tagowania, ale również zamieściły "przykładową sytuację", której doświadczyły.

Akcja została sprowokowana przez sprawę Harveya Weinsteina, hollywoodzkiego producenta, założyciela TWC i Miramax, oskarżonego o molestowanie aktorek, producentek, modelek i asystentek (wśród ofiar są Angelina Jolie, Lea Seydoux, Cara Delevingne, Ashley Judd, Gwyneth Paltrow, Kate Beckinsale i wiele innych) na przestrzeni 30 lat. Dziennikarki śledcze – Jodi Kantor i Megan Twohey – dotarły do tych informacji i opublikowały artykuł w New York Timesie. Oprócz molestowania Harvey ma na sumieniu również kilkukrotnie zawieranie ugód sądowych i płacenie kobietom za milczenie, by nie szargały dobrego imienia firmy. Weinstein wydał oświadczenie, które rozpoczął słowami "Pochodzę z lat 60. i 70., kiedy wszystkie zasady zachowania w miejscu pracy były zupełnie inne. Taka była wtedy kultura." Tłumaczenie takich zachowań jak masturbowanie się przy pracownicy, proponowanie wspólnego masażu czy kąpieli, obiecywanie rozwoju kariery w zamian za usługi seksualne, odmiennością kultury trzydzieści lat temu wywołało jeszcze większe oburzenie w mediach.

Sprawa Weinsteina nie została raz na zawsze zamknięta - wypływają nowe oskarżenia, nowe fakty. Okazuje się, że wiele osób wiedziało o tych nadużyciach, ale nie zdecydowało się przerwać milczenia. Jednak Meryl Streep odcięła się od tych doniesień i zaznaczyła, że ona sama nie padła nigdy ofiarą Weinsteina: „Jedna rzecz powinna zostać wyjaśniona. Nie wszyscy wiedzieli. Harvey wspierał pracę z gwałtownością, bywał zirytowany, ale zawsze odnosił się do mnie w naszej pracy z szacunkiem, również do wielu innych, z którymi współpracował. Nie wiedziałam o tych przestępstwach: o jego rozliczeniach finansowych z aktorkami i kolegami, nie wiedziałam, że urządza spotkania w hotelowym pokoju, łazience czy innych niewłaściwych zachowaniach. I nie wierzę, że gdyby wszyscy wiedzieli, nikt z reporterów śledczych w mediach rozrywkowych czy mediach newsowych nie zdecydowałby się tym napisać przez te wszystkie lata”.

 


 

Jak kolejne ofiary Weinsteina zaczęły świadczyć o doznanych krzywdach, tak kolejne, "zwykłe" kobiety świadczą o molestowaniu, nadużyciu, seksualnej przemocy, których padły ofiarą. Akcja #metoo ma na celu ukazanie skali problemu molestowania seksualnego. Kobiety publikujące taki post na swojej Facebookowej czy Twitterowej tablicy są w różnym wieku i w większości nie są znane. Mężczyźni, którzy wobec nich zawinili, nie są gwiazdami, nie obiecywali im Oscara i nie straszyli zrujnowaniem kariery. A jednak dysponowali władzą, przewagą. Właśnie zadanie  #metoo – ma zwrócić uwagę nie na głośne sprawy celebrytów, ale na codzienne, "zwykłe", "powszechne" nadużycia, których w ciągu swojego życia doświadcza większość kobiet (o ile nie wszystkie).

Warto zaznaczyć, jak wielką skalę osiągnęła akcja #metoo. W ciągu pierwszego tygodnia milion użytkowników Twittera otagowało swój post (z czego 30% to mężczyźni), 3,6 bln ludzi skomentowało takie posty, a 5 bln je widziało.

#metoo wywołało sprzeczne reakcje. Do akcji przyłączyły się setki tysięcy kobiet oraz mężczyzn, ale powstała również silna opozycja. Najgłośniejszym sprzeciwem był list otwarty Catherine Deneuve podpisany przez 99 innych Francuzek i opublikowany w Le Monde 09.01.2018. Nadawczynie listu stają w obronie niewinnych mężczyzn, którzy mogą zostać częściej oskarżani dzięki takim akcjom jak #metoo. Deneuve twierdzi, że takie działania budują "nowy purytanizm" i utrudniają pracę w show biznesie, który opiera się na flircie i erotyce. Pisze: "Gwałt jest przestępstwem, ale próba uwiedzenia kogoś, nawet natarczywa albo nieudolna, już nie." Podejście tych, którzy mają szersze spojrzenie na wykorzystywanie seksualne, według aktorki i współautorek listu, stwarza sytuację, w której kobiety są postrzegane społecznie jako "bezsilne, nieustające ofiary". A te, które wystosowały publiczną odezwę, tak się nie czują i nie chcą być częścią "takiego feminizmu, który skupia się na nienawiści do mężczyzn i seksualności".

Innym głosem sprzeciwu był Michael Haneke, który powiedział w wywiadzie dla austriackiej gazety Kurier: "Martwi mnie ten nowy purytanizm zabarwiony nienawiścią do mężczyzn, depczący po piętach akcji #MeToo. Jako artyści zaczynamy się bać tej krucjaty przeciwko jakiejkolwiek formie erotyzmu.", "ten histeryczny przed-sąd, który się teraz szerzy, uważam za absolutnie obrzydliwy. I nie chcę wiedzieć, ile tych oskarżeń dotyczących incydentów sprzed 20 czy 30 lat jest oświadczeniami, które mają niewiele wspólnego z molestowaniem seksualnym", "To nie ma nic wspólnego z faktem, że każde molestowanie i przemoc - zarówno wobec kobiet, jak i mężczyzn - powinno być potępione i ukarane. Ale polowanie na czarownice powinno się pozostawić w średniowieczu".

Margaret Atwood martwi się tym, co będzie później. Jej zdaniem akcja #metoo sugeruje, że nasze organa prawne są nieskuteczne, pomijając wiele przypadków, które - zdaniem kobiet przyłączających się - powinny zostać ukarane. Skoro uznajemy, że nasz system prawny jest nieskuteczny, kto zajmie się stwierdzaniem winy i wymierzaniem kary?

Krytycy kampanii #MeToo uważają, że nagłośnienie problemu molestowania seksualnego może być traumatycznym doświadczeniem dla ofiar wykorzystywania seksualnego. Niektórzy uważają, że hasztag znacznie częściej wywołuje oburzenie niż poważną emocjonalną debatę.

List Deneuve oczywiście wywołał również sprzeczne emocje. Część ludzi, którzy do tej pory nie zabrała głosu, postanowiła przemówić po opublikowaniu wypowiedzi Francuzek. Wśród nich znalazł się Michel Hazanavicius, który w rozmowie z The Hollywood Reporter powiedział, że razem ze scenarzystą Raphaelem Glucksmannem chcieli podkreślić swoją solidarność z kobietami, tagując #wetoo. "Zwykle nie zabieram głosu w takich kwestiach, lecz to bardzo ważne, żebyśmy jako mężczyźni podkreślali fakt, że zgadzamy się z #metoo. We Francji istnieje tendencja do tonowania takich nastrojów, do bycia gdzieś pomiędzy. Ale to nie znaczy, że nie zgadzamy się z ruchem. Po prostu pewne jego składowe są dla nas wątpliwe. Stąd wiele mylnych interpretacji wydarzeń wokół #metoo. Kobiety, które były ofiarami molestowania mają teraz donośny głos, a faceci, którzy molestowali, muszą wiedzieć, że będziemy słuchać ofiar. Do tej pory to zawsze było słowo przeciwko słowu, a wygrywał ten, kto był silniejszy, miał większą władzę. Mam nadzieję, że to się wkrótce zmieni". Jeśli chodzi o bronione przez Deneuve prawo do "uwodzenia, irytującego zachowania czy flirtu", reżyser mówi: "Podobna swoboda przestaje być w porządku, gdy zaczyna wpisywać się w struktury władzy i dominacji".

Jeśli zastanawiamy się nad sensem i celem akcji #metoo, warto zwrócić uwagę na wcześniejszą kampanię o tej samej nazwie, gdyż są one sobie pokrewne. W 2006 roku społeczna aktywistka Tarana Burke utworzyła kampanię "Me Too" w sieci Myspace, aby dać "kolorowym" kobietom, które doświadczyły molestowania seksulanego, "siłę poprzez empatię". Burke mówi, że inspirację przyniosła jej sytuacja z życia - kiedyś trzynastolatka zwierzyła się jej z bycia molestowaną seksualnie. Kobieta nie potrafiła zareagować w tamtej chwili, poruszona wyznaniem. Dopiero później zaczęła żałować, że nie powiedziała dziewczynce po prostu "Me too" - "Ja też".
 


World Health Organization oszacowało, że molestowanie seksualne dotyka 1/3 kobiet na całym świecie. W 2017 roku badania ABC News i The Washington Post wskazały, że 54% Amerykanek przyznaje się do odebrania "niechcianego i niewłaściwych" działań seksulanych, z czego 95% tego zachowania zostało nieukarane w jakikolwiek sposób. Burke mówi, że #metoo jest sygnałem dla wszystkich ofiar, że nie są same i nie powinny żyć we wstydzie. Kobieta zaznacza, że przemoc seksualna jest przeważnie spowodowana przez osobę, którą ofiara zna, więc ludzie powinni być edukowani od najmłodszych lat, że mają prawo do odmowy kontaktów seksulanych z jakąkolwiek osobą, niezależnie od jej władzy i stopnia znajomości, oraz do zgłaszania wykroczeń. Burke zachęca mężczyzn do reagowania na niewłaściwe zachowanie, gdy takie widzą, do wysłuchiwania głosu ofiar i do empatii.

Alyssa Milano opisuje skalę akcji #metoo jako pomoc dla społeczeństwa w zrozumieniu ogromu problemu i jako gest solidarności wobec wszystkich pokrzywdzonych. Stwierdza również, że sukces #metoo wymaga od mężczyzn zrewidowania swojego zachowania oraz reagowania na zachowania uprzedmiotawiające kobiety.

 


Opracowanie tekstu/ Agnieszka Turek
Zdjęcia z sesji wizerunkowej do spektaklu HAŃBA / Magdalena Franczuk
Na zdjęciach/ Piotr Pilitowski oraz Anna Pijanowska
Red./ Anka Ryś

Materiały źródłowe

Komentarze