Derek Benfield Akt równoległy Tadeusz Łomnicki

Scena:
Duża Scena
Czas trwania:
2h (1 przerwa)
Cena:
normalny: 50 pln , ulgowy: 40 pln

O spektaklu

I kto by pomyślał, że wszystko zaczęło się od zamieszczonej w gazetce parafialnej reklamy miłego, uroczego i zacisznego hoteliku. Pewnego wieczoru zjawiają się tam dwie pary kochanków i jak zapewne domyślacie się Państwo, każdy z nich pełnoprawnego małżonka zostawił w mieście. I w tym momencie ten opis właściwie powinien się skończyć, aby nie popsuć Wam zabawy, co i tak jest zupełnie niemożliwe! Jeden z najbardziej zabawnych tekstów, jaki kiedykolwiek został napisany dla teatru. Opowieść o trudach tego „pierwszego” skoku w boku i małżeńska komedia omyłek, ale czy tylko? Tak naprawdę jest jeszcze jeden ważny, tajemniczy bohater - zupełnie niegroźny, nieco fajtłapowaty, nieco powolny i trochę ...Ale zobaczcie sami, bycie zaskakiwanym jest nieprawdopodobnie śmieszne i urocze.

premiera 28 maja 2017, Duża Scena.
261 premiera Teatru Ludowego.

 

12.06.2017
Łukasz Drewniak TEATRALNY.PL
"K/153: O cierpieniu"
Akt równoległy Dereka Benfielda reż. Tadeusz P. Łomnicki, Teatr Ludowy w Nowej Hucie.
Było tak. Jechałem do Nowej Huty przekonany, że Tadeusz P. Łomnicki, na co dzień aktor Teatru Ludowego, zrobił na Dużej Scenie Akt przerywany Tadeusza Różewicza. Jak się czyta niedokładnie internetowe newsy o premierach, to chyba można się pomylić, prawda? No i był tak z dziesięć lat temu Różewicz w Hucie – Henryk Baranowski zrobił tu Starą kobietę z Anną Polony. Do dziś pamiętam fitness śmiertelnie znudzonej Patrycji Durskiej, której reżyser kazał leżeć plackiem dwie godziny z dwoma koleżankami w stercie śmieci. Innych zadań aktorki nie miały, więc Durska zaczęła się gimnastykować. Nałożyły mi się teraz te dwa tytuły, dwie epoki teatralne, prawda, moja wina. Ale na swoje usprawiedliwienie powiem, że tuż po wyjściu z taksówki coś jednak mnie tknęło – mało ludzi, martwy plac przed teatrem. Czyli jednak Beckett i jego Akt bez słów? Może zbudowali widownię na scenie, może aktorzy czołgają się po podłodze nieco dłużej niż w partyturze? Tadeusz P. Łomnicki w ogóle pasuje mi na aktora beckettowskiego, zwłaszcza że jego wielki imiennik grał Krappa. Mógł przewrotnie sięgnąć po Becketta? Mógł. Wbiegam po schodkach, a tam na szklanej szybie zdjęcie ze spektaklu – piątka ubranych aktorów uszeregowanych w tak zwanej gąsienicy: ja ciebie za bioderka trzymam, a ona mnie… Estetyka fotki jak z najlepszych lat teatru Kwadrat. Cóż. Też mam wiele nieefektownych zdjęć. Nazwisko Derek Benfield nic mi nie mówiło, no ale kto chodzi do teatru na autora, no kto? Wszedłem. Wyjaśniła się sprawa pustego placu – wszyscy widzowie już byli w środku, „sala nabita jak fajka Magritte’a”. W bufecie – oblężenie. Jeszcze tylko kąśliwa uwaga zaniepokojonej dyrektor Bogajewskiej: „To jest farsa, panie Łukaszu, czy to na pewno dla pana?”. Obruszyłem się. Ja nie mam poczucia humoru, ja? Co to ja Witek Mrozek jestem? Proszę, wszyscy na galowo, a tylko ja w T-shircie. I kto się lepiej ubrał na farsę? Ludzie, w marynarkach, smokingach, sukniach wieczorowych nie da się przecież dobrze śmiać, nie da się śmiać do rozpuku. Sami nie wiecie, ile ryzykujecie. Coś popęka, coś się obluzuje, zniszczy i wymnie. Farsa to nie jest przecież rozrywka intelektualna, to jest ciężka śmiechowa robota. Śmiejemy się, że tak powiem, fizjologicznie. Cierpimy z powodu śmiechu. Raz jeden opluła mnie widzka, która zadławiła się ze śmiechu na sąsiednim fotelu. Widziałem też pana, który parsknął śliną na trzy rzędy. Śmiech farsowy jest śmiechem wszechogarniającym, na dobrej farsie brzuch śmieje się szybciej niż gęba. Zamienia się w kaszel i przedśmiertne rzężenie. W teatrze STU i Bagateli opowiadają legendy o widzach, którzy excusez le mot, wręcz posikali się ze śmiechu. Nie wiem, nie widziałem, nie siedziałem obok, może. Usiadłem dla bezpieczeństwa z brzegu, w tylnym rzędzie. Zaczęło się. Zaciszny pensjonacik gdzieś na angielskiej prowincji. Na scenie zbudowano dwa realistyczne pokoiki na podwyższeniu. Luka pomiędzy nimi to korytarz hotelowy, proscenium – lobby z recepcją i przejściem do restauracji. Przypomniałem sobie, że w farsie miejsce jest prawie tak samo ważne jak bohaterowie, to ono stwarza niespodziewane komplikacje, stawia opór, generuje nonsensy, utrudnia rzeczy proste. Przestrzeń farsowa bywa generalnie zawsze przeciwko człowiekowi z farsy. Pensjonacik ze sztuki Benfielda przeżywa akurat turystyczne oblężenie. Zjawia się dwóch panów, podają to samo zmyślone nazwisko i w dwóch pokojach czekają cierpliwie na przyjazd swoich partnerek. Recepcjonista, Ferris, zastępujący chwilowo swoją siostrę, właścicielkę obiektu, od razu domyśla się celu ich wizyty. Romansik na boku, niezobowiązujący seks pozamałżeński w pełnej dyskrecji i za porozumieniem stron. Piotr Pilitowski jest podekscytowany całą sytuacją, nic przecież tak nie cieszy jak występek bliźniego i nieudolne próby jego zamaskowania. Pilitowski gra pięćdziesięcioletniego żwawego jeszcze bon vivanta z bokobrodami; najchętniej obsłużyłby obie panie i obu panów, oskubał ich z napiwków, wtrącił się na trzeciego albo i na piątego do orgii. Ma jednak, jak to Anglik, nawet hipsterski Anglik, minimalne poczucie odpowiedzialności za pensjonat. Wierzy w przykazanie: „klient nasz pan”. Dopomóż mu, a los dopomoże tobie. Benfield przydziela Ferrisowi rolę ratownika porządku i mimowolnego generatora qui pro quo. Ferris zdaje się mieć wyższą świadomość niż reszta postaci, choćby taką, że przeczuwa, iż to, co się za chwilę stanie, będzie należeć do świata farsy. Z zabawną rezygnacją zgadza się na swoją rolę, brnie desperacko w każde kłamstwo i kamuflaż mający dopomóc ukryciu tożsamości wszystkich postaci, bo w Akcie równoległym wiedza, kto jest kim i w jakiej relacji rodzinnej znajduje się z osobą mieszkającą w drugim pokoju, ma znaczenie fundamentalne. Ale już na samym początku Ferris jak reżyser seksualnego niepokoju i moralnego nieporządku daje pierwszej damie, która pojawia się w pensjonacie, znamienny wybór: może sobie wybrać jednego z panów, skoro mają to samo nazwisko. Gdyby Sally wybrała inaczej, gdyby posłuchała rady Ferrisa, farsa potoczyłaby się w innym kierunku lub być może zakończyła od razu. Ale nie. Bohater farsy zawsze brnie w swój błąd i gmatwa wszystko do końca. Z wielkiej naiwności, wielkiego pragnienia, niecnego wyrachowania. Łomnicki świetnie obsadza uroczo schematyczny mechanizm Benfielda. Biurowy James Bond (Roger Pawła Kumingi) wyciągnął na seksualną eskapadę atrakcyjną cnotkę-desperatkę (Sally Anny Pijanowskiej), ciamajda-entuzjasta (Geoff Karola Polaka) został wybrany jako cel erotycznego eksperymentu przez kobietę wampa (Hellen Katarzyny Tlałki). Tytuł farsy Benfielda sugeruje, że kulminacją winny być dwa orgazmy w sąsiednich pokojach. Nie zdradzę chyba zbyt wiele, jeśli powiem, że oczywiście do seksu nie dochodzi. Mamy za to wstrząsającą symultankę i błędy równoległe: wtargnięcia Ferrisa do obu pomieszczeń w kluczowych momentach pod pretekstem naprawy zepsutego telefonu, rozsądny dezabil obu pań, histeryczne reakcje panów na zagrożenie z zewnątrz (tym razem nie chodzi o Ferrisa), utrata spodni, przechodzenie po gzymsie z pokoju do pokoju, zepsuty samochód, nieczynną restaurację, wymianę partnerek, damską bójkę, upojenie alkoholowe, zajadanie stresu czekoladkami, dwa daremne wzwody, wstrząsające rozpoznanie, schwytanie na gorącym uczynku, kaca moralniaka, święte oburzenie. Czyli wszystkie chwyty z farsowego katalogu odfajkowane. Wydają się być jednak w nowohuckim wydaniu zaskakująco świeże i prawdopodobne. Machina sceniczna furczy aż miło. Ludzki supeł wiąże się sam, a biedny Ferris jest jak informatyk, który próbuje rozplątać stare kable pod stołem albo za szafą. Nie da się, niestety nie da. To nie jest kabel, „to nie jest fajka”. Świat farsy tak naprawdę ukrywa w śmiechu i idiotyzmie prawdziwy węzeł tragiczny. Niemożność zwycięstwa chcenia nad niemocą. Pragnienia nad realizacją. Człowiek farsowy nie da rady zapanować nad rzeczywistością, ujawnia tylko jej piętrowe powikłanie. Los i przypadek śmieją się z woli i rozumu. Reżyser w chwilach największego stężenia absurdu lub seksu spowalnia ruch postaci – podlewa ich dziwaczność muzycznym sosem. To trochę tak, jakbyśmy nagle wchodzili do głowy recepcjonisty, postrzegali rzeczywistość jego oczami. Coś sobie chłopina popala za kulisami, coś za ten jego luz i niefrasobliwość odpowiada. Jeśli farsa jest szybka – śmieszy nawet przemoc i śmierć, jeśli spowolnimy akcję, przejdziemy na inny poziom recepcji. Łomnicki patrzy i bada, z czego się wtedy śmiejemy. W Hucie ryk widowni zagłusza wtedy nawet muzykę. To bardzo demokratyczne przedstawienie – mam na myśli demokrację żartu, jego dystrybucję między wszystkich aktorów. Helen Tlałki zjadłaby cały pensjonat na dwa sposoby – seksualny i gastryczny, Sally Pijanowskiej po alkoholu jest marzeniem każdego w miarę trzeźwego mężczyzny bez skrupułów, Kumięga nawet antypatycznemu Rogerowi daje chwilę patetycznego komizmu, Polak nie gra angielskiego tylko oczywiście polskiego ścichapęka. Tak, przyznaję, turlałem się ze śmiechu w moim T-shircie na widowni Ludowego, z premedytacją mogłem też naruszyć fryzurę pani z rzędu przede mną. Wymięci wyszliśmy z sali po długich oklaskach. Nie najgorszy to pomysł na spektakl popularny. Farsy dzielą się z grubsza na farsy euforycznie prokreacyjne i melancholijnie erotyczne. To, co zrobił na scenie Ludowego Tadeusz Łomnicki zaliczyłbym jednak do pierwszej grupy. Może dlatego, że do ukłonów aktorzy wyszli w wyjściowej konfiguracji pokojowej. Czyli po przemyśleniu sprawy ich bohaterowie uznali, że kiedy wszystko i tak jest już jasne, warto sobie dalej desperacko pogrzeszyć. Z błogosławieństwem osoby najbliższej. Pragnę tylko tego, czego pragnie mój bliźni – mawiał nieodżałowany René Girard. Jeśli wywiedziona z jego tezy tak zwana „zasada równoległości” Łomnickiego upowszechni się w Krakowie, biskup Jędraszewski będzie miał kłopot.

Twórcy

tłumaczenie: Emilia Miłkowska
reżyseria: Tadeusz Łomnicki
scenografia: Ewa Mroczkowska
muzyka: Adam Prucnal
konsultacja choreograficzna: Justyna Kaczmarska
asystent reżysera: Karol Polak
inspicjent:  Anita Wilczak - Leszczyńska
sufler: Martyna Rezner

Najbliższe spektakle

14 gru 2018 - 19:00 (pt)
Kup bilet
15 gru 2018 - 19:00 (sb)
Kup bilet
16 gru 2018 - 19:00 (nd)
Kup bilet
04 sty 2019 - 19:00 (pt)
Kup bilet
05 sty 2019 - 19:00 (sb)
Kup bilet