15.05.2019

POWRACAM I CZEKAM

Przemierzam na nowo krajobraz, wstecz. Każde miejsce, nawet najbrzydsze czy najgłupsze, chcę odnotować, że widzę je po raz ostatni, udawać, że je zatrzymam. Powracam i czekam.

  

LOUIS

- Na początku, to co nam się wydaje
- tak mi się wydawało -
to co zawsze nam się wydaje, jak sądzę,
bo nas uspokaja, bo potem mniej się boimy,
powtarzamy sobie samym to rozwiązanie jak dzieciom,
które się usypia, to co nam się wydaje przez chwilę, na co mamy nadzieję,
że reszta świata zniknie razem z nami,
że reszta świata mogłaby zniknąć razem z nami,
zgasnąć, zapaść się i nigdy mnie nie przeżyć.
Niech wszyscy odejdą razem ze mną i towarzyszą mi i nigdy nie wracają.
Żebym mógł ich zabrać i żebym nie był sam.

Następnie, ale to później
- ironia wróciła, uspokaja mnie i prowadzi na nowo -
następnie rozmyśla się, ja rozmyślałem,
rozmyśla się o zobaczeniu innych, reszty świata, po śmierci.
Osądzimy ich. Wyobrażamy ich sobie w korowodzie, patrzymy na nich,
są teraz nasi, obserwujemy ich i za bardzo nie lubimy,
lubić ich za bardzo, to byłoby smutne i gorzkie, więc nie powinno się tego robić.
Z góry ich rozpracowujemy,
bawimy się, ja się bawiłem,
organizujemy ich i ustawiamy i przestawiamy porządki ich żyć.
Widzimy też siebie, leżącego, patrzącego na nich z chmur,
wiem, jak w książkach dla dzieci, taki miałem obraz.
Co ze mną zrobią, kiedy mnie już tu nie będzie?
Chciałoby się zlecić, wyreżyserować, skorzystać niecnie
z ich żalu i prowadzić ich jeszcze trochę.
Chciałoby się ich usłyszeć, nie słyszę ich, kazać im mówić skończone brednie
I wiedzieć wreszcie co myślą.
Płakać.
Jest dobrze. Jest mi dobrze.

Czasem, to jakby uskok,
czasem, czepiam się jeszcze, staję się nienawistny,
i wściekły, rozliczam, rozpamiętuję.
Gryzę, zdarza mi się gryźć.
To co już darowałem wyciągam od nowa, topielec, który zabiłby swoich ratowników,
zanurzam im głowę
zanurzam im głowę w rzece, niszczę was bestialsko i bez żalu.
Mówię dużo złego.
Jestem w łóżku, jest noc, i dlatego, że się boję i nie umiałbym zasnąć, wymiotuję nienawiścią.
Ona uspokaja mnie i męczy
i to zmęczenie sprawi, że w końcu zniknę.
Nazajutrz, znów jestem spokojny, powolny i blady.
Zabijam was jeden po drugim, nawet tego nie wiecie
i jestem ostatnim, który przetrwał, umrę jako ostatni.
Jestem mordercą, a mordercy nie umierają,
trzeba będzie mnie zastrzelić.
Myślę dużo złego.
Nie kocham nikogo,
nigdy was nie kochałem, to były kłamstwa,
nie kocham nikogo i jestem sam,
a sam, nie ryzykuję niczego,
decyduję o wszystkim, o Śmierci także, ona jest moją decyzją,
a moja śmierć was zniszczy i tego właśnie chcę, waszego zniszczenia.
Umieram z niechęci, umieram ze złośliwości i małostkowości,
poświęcam się.
Będziecie cierpieć dłużej i mocniej niż ja
i będę was widział, będę was przewidywał, będę was obserwował i będę śmiać się
z was i nienawidzić waszego bólu.
Dlaczego śmierć miałaby uczynić mnie dobrym?
To pomysł żyjących, zaniepokojonych moimi prawdopodobnym szaleństwem.
Przeciętny i zły, mam tylko malutkie obawy i lekkie zmartwienia, nic takiego:
co zrobicie ze mną i wszystkimi rzeczami, które do mnie należą?
Może nie jest to piękne, ale brak piękna sprawi, że będę mniej godny żalu.

 

Później jeszcze,
to jest kilka miesięcy temu,
uciekłem.
Zwiedzam świat, chcę zostać wielkim podróżnikiem, błądzić.
Wszyscy umierający mają takie aspiracje, rozbijają głowy o okna swoich pokoi,
uderzają o mury głupimi skrzydłami,
błądzą, już zgubieni i
myślą, że znikają,
biegną przed śmiercią, jakby ją siali, aby nie mogła ich nigdy dosięgnąć lub nie
wiedziała gdzie ich znaleźć.
Tam gdzie byłem, byłem zawsze, już mnie nie będzie, będę daleko,
schowany na wielkich przestrzeniach, w dziurze,
będę sobie kłamał i szydził.
Zwiedzam.
Lubie być dyletantem, fałszywie kruchym, młodym mężczyzną,
który blaknie i przybiera pozy.
Jestem obcym. Bronię się, przybieram barwy okoliczności.
Trzeba było mnie zobaczyć, z moim sekretem, w poczekalni na lotnisku, jaki byłem
przekonujący!
Bliska śmierć i ja,
Żegnamy się,
przechadzamy się,
chodzimy nocą po lekko zamglonych opustoszałych ulicach i podobamy się sami sobie.
Jesteśmy eleganccy i wyrafinowani,
jesteśmy wystarczająco pięknie zagadkowi, nie dajemy nic po sobie poznać
tak, że recepcjoniści w nocy darzą nas szacunkiem, moglibyśmy ich uwieść.
Nie robię niczego,
udaję,
odczuwam nostalgię.
Odkrywam krainy, lubię te literackie, czytam książki, 
przeglądam wspomnienia,
czasami nadkładam drogi tylko po to by zacząć na nowo,
a w inne dni
nie wiedząc czy nie zdając sobie sprawy,
zdarza mi się chcieć uniknąć wszystkiego i niczego nie poznawać.
Nie wierzę w nic.
Ale kiedy pewnego wieczora,
na peronie dworca
(to dość konwencjonalny obraz)
w pokoju hotelowym,
takim jak w hotelu angielskim Neuchatel w Szwajcarii, czy innym hotelu Królów
Sycylii, wszystko mi jedno,
czy w końcowej sali restauracji pełnej szczęśliwych gości, gdzie jem sam 
w obojętności i hałasie,
przychodzi do mnie, pukając mnie w ramię,
z grzecznym uśmiechem chmurnego młodzieńca: „Po co to?”.
To „po co to”
refren Śmierci
- znalazła mnie nareszcie nawet nie szukając -,
to „po co to” odprowadzi mnie do domu, wyśle tam,
zachęci do powrotu, do złudnych i płonnych podróży,
każąc jednocześnie zaprzestać gry.
Już czas.

Przemierzam na nowo krajobraz, wstecz.
Każde miejsce, nawet najbrzydsze czy najgłupsze,
chcę odnotować, że widzę je po raz ostatni,
udawać, że je zatrzymam.
Powracam i czekam.
Będę spokojny, teraz, obiecuję, nie będzie już żadnych głupich historii,
godny i milczący, te słowa jakich się używa.
Przegrywam. Przegrałem.
Układam, porządkuję, przychodzę tu z wizytą, zostawiam rzeczy, 

staram się zakończyć, dojść do konkluzji, być spokojnym.
Już nie gestykuluję, wypowiadam symboliczne zdania,
pełne opłacalnego podtekstu.
Podobam się sobie.
Nic tak teraz mi się nie podoba jak moje własne cierpienie.
Zdarzało mi się też czasem,
„ostatnimi czasy”,
uśmiechać się do samego siebie jak do fotografii
z przyszłości.
Palce podają ją sobie, uważając aby jej nie zabrudzić
lub nie zostawić winnych odcisków.
„dokładnie tak było”
to taki fałsz,
jeśli tylko pomyślicie o tym chwilę,
przyznacie mi rację,
to taki fałsz,
robiłem tylko dobrą minę.

_________

#tylkokoniecświata

Fragment sztuki TYLKO KONIEC ŚWIATA w tłumaczeniu Ewy Rucińskiej

Foto/ Anka Ryś

Red./ Anka Ryś, Zofia Łękawska-Orzechowska