Mira Marcinów Bezmatek reż. Marcin Liber

Scena:
Scena Pod Ratuszem
Czas trwania:
45 min (brak przerwy)
Cena:
normalny: 60 pln , ulgowy: 45 pln

O spektaklu

Wstrząsający do bólu spektakl Marcina Libera, inspirowany książką nagrodzonej paszportem „Polityki” Miry Marcinów. Opowiada o doświadczeniu śmierci bliskiej osoby, ale też o tym jak z czasem zmienia się rozumienie dawnych zależności. Jest to tym bardziej fascynujące, że matka w tej relacji w niczym nie przypomina stereotypowego ideału, traktuje córkę bardziej jako partnerkę niż dziecko, ale w tym niepoprawnym układzie rodzi się niezwykle silna więź. Te nieoczywiste role matki i córki brawurowo grają Katarzyna Tlałka i Maja Pankiewicz.

 Spektakl wyprodukowany w ramach Festiwalu Konfrontacje Teatralne w Lublinie

Paulina Zięciak "Za siedmioma grobami"
Dziennik Teatralny Kraków 6 lipca 2021

Bezmatek to ul pozbawiony matki. Matki, która gwarantuje harmonię i stabilizację w rodzinie. Matki, bez której pszczoły zaczynają być niespokojnie, a ich grupa się osłabia. Bez której zaczynają być bezczynne, nieaktywne, nie produkują miodu.
Takie informacje na forum pszczelarskim znalazła Mira Marcinów, poszukując odpowiedzi na pytanie o to, co zrobić, gdy zabraknie matki. Marcinów miała jednak na myśli nie matkę pszczelą, a swoją matkę. Matkę, która odeszła. Nie – matkę, która zmarła. Wiosną – wtedy gdy najczęściej umierają pszczele matki.

„Matka nie odchodzi. Nie od córek. Może od synów matki odchodzą? Od autorów? Od Różewicza matka odchodzi. Ode mnie nie odeszła. Tylko umarła mi." – pisze.
Na skutek tego tragicznego doświadczenia spod ręki Marcinów wyszła powieść o tym dość zagadkowym dla laików tytule – „Bezmatek". Jednak nie do końca jest to powieść. „Bezmatek" to list, wspomnienie, wyznanie... Być może próba rozliczenia, próba uporządkowania myśli, próba zebrania tego, co pozostało w ulotnej pamięci. Za ten debiut prozatorski, bo Marcinów jest filozofką i doktorką psychologii oraz autorką rozległej publikacji naukowej „Historia polskiego szaleństwa", otrzymała Paszport Polityki w kategorii Literatura.

Marcinów snuje swoją opowieść, zaczynając od lat dzieciństwa i pisząc z perspektywy małej dziewczynki, a kończąc na śmierci matki, już z perspektywy dorosłej kobiety. Również matki. Książka nie jest spójna pod względem formalnym – jest raczej wycinkami z życia, wyrywkami wspomnień, krótkimi zwierzeniami, zbiorem scenek. Pierwszoosobowa narracja pozostaje niezwykle poruszająca, świat widziany oczami dziecka – autentyczny i szczery, a relacja matka-córka prawdziwa i wzruszająca. Całość – niezwykle intymna. Aż trudno uwierzyć, że tak wiele treści może znaleźć się w tak niewielkim wydaniu.

Tę kameralną prozę zdecydował się na deski Teatru Ludowego przenieść Marcin Liber – wywodzący się z poznańskiego środowiska teatralnego reżyser i scenograf. Na niewielkiej Scenie pod Ratuszem stanęły dwie aktorki – Katarzyna Tlałka i Maja Pankiewicz, które już kiedyś miały okazję zaprezentować na scenie intymną relację matka-córka w „Solaris" Marcina Wierzchowskiego na podstawie powieści Stanisława Lema.

Liber postanowił użyć w spektaklu mocnych kontrastów. Z zabawnych, dynamicznych scen, niczym z telewizyjnego show, sprawnie przeskakuje do przygnębiających, gorzkich wyznań. Choć aktorki wyśmiewają śmierć, ale nie kpiąc z niej, to pod przykrywką śmiechu skrywają łzy. Ich relacja jest prawdziwa i wiarygodna. Pankiewicz fenomenalnie pokazuje, jak wygląda tęsknota za drugim człowiekiem, Tlałka – jak dać takiej osobie pocieszenie. Zapewne każdy z widzów mógł odnaleźć w ich doświadczeniach, a właściwie w doświadczeniach Miry Marcinów, choć część własnych przeżyć.

Ważnym elementem spektaklu jest muzyka – grana na żywo przez Adama Witkowskiego. Doskonałe piosenki są wspaniałą zabawą słowem, z resztą na miarę tej, którą Marcinów operowała w swojej książce. Muzyk nie jest jednak „dodatkiem" i oprawą do przedstawienia, ale jego pełnoprawnym uczestnikiem. Nie pozostaje niezauważony przez aktorki, a wręcz przeciwnie – obie bezpośrednio się do niego zwracają. Podobnie sprawdza się mówienie Pankiewicz do Tlałki per Kaśka. To podnosi autentyczność tej historii i ich relacji.

Scenografia jest dość uboga i to bardzo dobrze zdaje egzamin. Prawie pusta lodówka, sterta ubrań, deska do prasowania, dwa krzesła... Dom. W „Bezmatku" jednak najważniejsze są słowa i gesty bohaterek. Całość jest niezwykle piękna. I niezwykle smutna. Jedyną wadą spektaklu jest to, że trwa tak krótko.

„Dawno, dawno temu za siedmioma grobami, za siedmioma latami, za siedmioma żalami
Żyła sobie dziewczyna bez matki i bez paznokci, czyli księżniczka Disneya,
I chociaż w żałobie żyła, okropnie była szczęśliwa.
I chociaż sieroco żyła, okropnie była.
I chociaż bez matek żyła, okropnie.
I chociaż żyła okropnie.
I chociaż żyła".

Spektakl został wyprodukowany w ramach Festiwalu Konfrontacje Teatralne w Lublinie.

------------------------------------

Twórcy

Na podstawie książki Miry Marcinów „Bezmatek”, Wydawnictwo Czarne
Reżyseria i adaptacja: Marcin Liber 
Muzyka: Adam Witkowski

Obsada